Grań Banówki - lipiec 2010

Fobie górskie


Najpopularniejsze fobie w Tatrach to lęk przestrzeni i lęk wysokości. 😉 Są to przesadne, nieprawidłowe reakcje na ekspozycję („przepaścistość”, otwartość przestrzeni)…

Podejście na Kazalnicę - eksponowana półka - sierpień 2012
Podejście na Kazalnicę – eksponowana półka – sierpień 2012

Nie jestem ekspertem w tym zakresie, ale na podstawie własnych obserwacji zauważyłem, iż zdecydowanie w większości przypadków wyżej wymienione fobie to efekt złej interpretacji naturalnego efektu – ekspozycja na każdej nieprzyzwyczajonej osobie może robić wrażenie. Stąd też osoby przesadnie reagujące na ekspozycje przeważnie wmawiają sobie lęk wysokości (lub lęk przestrzeni) i tak „nakręceni” nie zachowują się właściwie w terenie eksponowanym. Do ekspozycji z czasem można się przyzwyczaić. Stąd też nie warto unikać patrzenia w dół – w końcu unikanie spoglądania w dół utrudnia oswajanie się z ekspozycją i dodatkowo może wzmacniać stres.

Problemy turystów z ekspozycją często udawało mi się zaobserwować na odcinkach z łańcuchami, na których powinno się stosować podobną zasadę jak na drabinkach (choć i tu sprawa nie jest oczywista – byłem już świadkiem nierozważnych prób schodzenia po drabinie z ustawieniem tyłem do drabiny). 😉 Sztuczne ułatwienia mogą pomagać zachowywać spokój w eksponowanych miejscach, ale powinny być prawidłowo wykorzystywane, gdyż niewłaściwe korzystanie z tych ułatwień może dodatkowo przyczyniać się do powstawania stresu (a przy okazji nieraz jest to istotny powód tworzenia się sporych zatorów na szlakach, np. w rejonie Świnicy).

Tymczasem w eksponowanych miejscach podstawą jest zachowanie spokoju, koncentracji i pewności ruchów. Strach natomiast może wywołać nieprzewidziane, błędne i przykre w konsekwencjach ruchy… Czyli stres zwiększa ryzyko wypadku.

Co ważne, wiele zależy od pogody i warunków na szlaku, im są trudniejsze, tym ciężej zachować „zimną krew”…

Na koniec taka rada – jeśli już się wybieracie na teren eksponowany, to polecam unikać wmawiania sobie fobii. Poza tym na odcinkach ze sztucznymi ułatwieniami lepiej nie odwracać się tyłem do łańcuchów, klamer czy drabinek (no chyba, że z nich nie korzystacie – gdy nie ma ułatwień, to faktycznie podczas zejścia przeważnie lepiej ustawić się tyłem do skał ze względu na lepszą widoczność).

W razie trudności z zachowaniem spokoju na danej trasie – dla bezpieczeństwa warto się wycofać i wrócić tam w przyszłości, z większym doświadczeniem i lepszą odpornością na ekspozycję…

Grań Rohaczy - lipiec 2010
Grań Rohaczy – lipiec 2010

-> Górskie ciekawostki

Reklamy

7 myśli w temacie “Fobie górskie”

  1. Ze swojej strony (a troche juz chodze po gorkach), chcialem tylko dodac ze z ta pogoda o ktorej pisze Autor to ciekawa sprawa jest. Pewnego razu mialem przygode tego typu ze warunki nie byly przyjemne – duzo blota, zimno, meczaca trasa. poczatkowe kilometry niezwykle ciezkie, ale potem wpadlem w niejaki trans, szlo mi sie jak na narkotykach, moze nawet lepiej niz w dobrych warunkach. Czy miales moze kiedys podobne przezycia? Pozdrawiam i pisz czesciej!

    1. Ciekawa uwaga 🙂 Rzeczywiście jest coś w tym, że jak się przekroczy pewną granicę to ogarnia jakieś „zobojętnienie”. Raz coś takiego mi się przytrafiło. Otóż rok temu we wrześniu wybrałem się na niezbyt pewne warunki pogodowe, liczyłem na lekki deszcz, ale jednak złapała mnie ostra ulewa na Czerwonych Wierchach. Było zimno, płaty śniegu i do tego ściana deszczu. Gdy doszedłem do Ciemniaka, byłem już cały mokry i wtedy ogarnęło mnie takie zobojętnienie. Stąd też dalej do Doliny Tomanowej schodziłem w jakimś dziwnym transie, pokonując trudności, z którymi wcześniej nie miałem do czynienia. Było to ekstremalne doświadczenie, ale na pewno przyda się, gdy w przyszłości znajde się w podobnej sytuacji… Pozdrawiam!

  2. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, tak było w moim przypadku. Oczywiście wcale to nie musi być regułą. pamiętam swój pierwszy raz na Giewoncie, bałem się zbliżyć do krawędzi, a za trzecim razem na niej usiadłem z nogami w powietrzu:) To samo było na Orlej, jeden wielki stres, a dzisiaj nie robi to na mnie wrażenia, co nie znaczy że gdy przebywam w takich miejscach nie jestem skoncentrowany. Dotyczy to oczywiście dobrych warunków w górach, przy opadach trzeba szczególnie uważać, a czasami wręcz zrezygnować z wędrówki. Góry mogą zaczekać:)
    Najniebezpieczniejsze moje zdarzenie w Tatrach: Potężna burza podczas samotnej wędrówki pod Rohatką, Dopadła mnie 100 metrów poniżej przełęczy w Dolinie Staroleśnej. Przez kilkanaście minut spadło go w tym rejonie 8 cm, a później ulewa. Szlak zamienił się w wodospad, a ja zupełnie straciłem orientację w terenie. nie spieszyłem się i mimo ciągłej kanonady piorunów szczęśliwie dotarłem do Zbójnickiej Chaty. Pozdrawiam:)

    1. Dziękuję za komentarz i podzielenie się ciekawymi doświadczeniami, które trochę potwierdzają moje przemyślenia. Poza tym dobrze, że przygoda pod Rohatką szczęśliwie się zakończyła. 🙂 Pozdrawiam.

  3. Podobne doświadczenia miałam podczas pierwszego wejścia na Rysy, gdzie łańcuchy ciągną się dość długo. W lęku pokonywałam kolejne etapy, aż nadszedł moment krytyczny, następnie przełamanie i później ” jak maszyna” bez emocji pokonywałam kolejne trudności i to z coraz większą radością i satysfakcją. Ostatni odcinek przed wierzchołkiem, gdzie jest dość spora ekspozycja, wydawał się prosty, a później radość na szczycie i spokojny powrót. Często wracam myślami do tego uczucia, bo było niezwykłe, liczyło się tylko obcowanie z górami 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s