Michał Skwarczek w Kotle pod Rysami - lipiec 2012

Kruchy teren pod Rysami – wspomnienia z lipca 2012


Wejście na Rysy od polskiej strony to jeden z nielicznych tatrzańskich szlaków turystycznych, gdzie można zaznać trudności związanych z orientacją w terenie. Takie problemy mogą „czyhać” zwłaszcza w Kotle pod Rysami. Na blogu opisałem już ten zakątek, wraz z opracowaniem topograficznym. Natomiast tym razem przedstawiam zapis wspomnień ze swoich pierwszych odwiedzin górnej części Kotła pod Rysami… Były to odwiedziny nieplanowane, do czego „zaprosiły” dwa poważne moje błędy, a także gęsta chmura „maczała w tym palce”. 😉 Tych błędów nie warto powielać, stąd też postanowiłem się z Wami podzielić relacją ze wspomnianej przygody.

Wspomnienia z 31 lipca 2012:

Po zdobyciu Buli pod Rysami (2054 m n.p.m.), razem z Michałem Skwarczkiem zmierzałem w kierunku najwyższego szczytu Polski. Dla mnie to miało być drugie wejście na Rysy (po 4 latach przerwy), zaś Michał miał sporą ochotę na swoje pierwsze wejście. Zbliżał się wieczór, szlak szybko opustoszał… Mieliśmy oczekiwane pustki na szlaku, jednak nadal nie widać było oznak zapowiadanej wieczornej poprawy pogody. Nisko utrzymujące się zachmurzenie nadawało otoczeniu ciekawy, ale też dosyć groźny charakter. Po chwili weszliśmy wgłąb chmury, Kocioł pod Rysami powoli ogarniała głucha cisza. Mimo wszystko twardo zmierzaliśmy do celu, licząc na prognozowane wieczorne rozpogodzenie. Zdobywaliśmy coraz wyższą wysokość, jednocześnie obawiając się ewentualnego braku widoków. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że tym razem wejście na Rysy trochę się skomplikuje…

Mroczny krajobraz w górnej części Kotła pod Rysami - lipiec 2012
Mroczny krajobraz w górnej części Kotła pod Rysami – lipiec 2012

Otóż nadzialiśmy się na trudności orientacyjne, dodatkowo wzmocnione słabą widocznością. Ponadto moją „czujność” trochę uśpił kiepski stan szlaku turystycznego (efekt skalnej lawiny z 5 lipca 2012 – na szlaku miejscami były „przerwy” w postaci mieszaniny ziemi i kamyczków). Stąd też trochę zamyślając się, zamiast skręcić w prawo na grzędę [uwaga! skręt znajduje się powyżej pierwszego, krótkiego odcinka z łańcuchami], poszedłem prosto do góry kruchą ścieżką, która jednak z początku niewiele różniła się od zepsutych odcinków szlaku. To był mój pierwszy istotny błąd oddalający nas od wizyta na Rysach. Przy czym pomogła mi w tym gęsta chmura. Wszak przy dobrej widoczności zapewne zauważylibyśmy oznakowanie i widoczny właściwy przebieg szlaku. Zresztą już widząc to samo miejsce około 2 godziny później, trochę zdziwiliśmy się, że tutaj błąd „zagościł”. Zatem podczas próby wejścia na Rysy od polskiej strony przy fatalnej widoczności warto pamiętać o pewnym ważnym szczególe -> aby wejść na grzędę pod Rysami, po pierwszym odcinku z łańcuchami należy skręcić w prawo, przybliżając się trochę do północnej ściany Rysów…

Kolejny mój błąd (jeszcze gorszy od poprzedniego) zdarzył się później, gdy już razem z Michałem zdaliśmy sobie z tego sprawę, że nie jesteśmy na planowanej trasie (nie widzieliśmy kolejnych znaków, zaś teren tak wyglądał, że nawet przestał przypominać zepsuty szlak). Wtenczas powinienem zarządzić odwrót -> szybkie zejście do momentu pobłądzenia zminimalizowałoby straty czasowe i pozwoliłoby na kontynuację wieczornego podejścia na Rysy. Jednak „na gorąco” podjąłem próbę odnalezienia szlaku trochę wyżej. Oczywiście była to zła decyzja i tak nie polecam postępować w razie zgubienia szlaku turystycznego.

Z początku trochę kluczyliśmy w miarę łatwym terenie (miejscami pojawiały się trudności techniczne, ale nie była to jakaś poważna wspinaczka). Rozglądaliśmy się za możliwymi opcjami powrotu dostania się na grzędę. W końcu dotarliśmy pod jeden z trzech stromych żlebów, które znajdują się poniżej grzędy pod Rysami (to był albo środkowy albo zachodni żleb, dokładnie nie pamiętam). Wspinając się tym żlebem, dałoby się dotrzeć na szlak turystyczny prowadzący na Rysy. Przy czym ten żleb nie jest łatwy technicznie, już samo spojrzenie w jego kierunku zrobiło na nas „mroczne” wrażenie. Nie byliśmy przygotowani na konkretną wspinaczkę. Zatem trochę zeszliśmy niżej będąc w gęstej chmurze. Orientacja w terenie szwankowała, wtedy jeszcze nie znałem szczegółowej topografii tamtego zakątka – inaczej wiedziałbym, że dalsze poszukiwania łatwego powrotu na szlak bez wyraźnego zejścia nie mają sensu. W końcu znajdowaliśmy się u podnóża północnej ściany Rysów, a szlak w tym rejonie był już wyraźnie wyżej na grzędzie. Dalej Michał zaproponował skręt we wschodnim kierunku – co prawda wiedziałem, że to nas oddali od grzędy, ale liczyłem jeszcze na jakieś łatwe ominięcie stromych żlebów i żeberek. Była późna godzina, więc błędnie wydawało mi się, że zejście na dół oddali nas od wejścia na Rysy. Przez brak odpowiedniej znajomości terenu, miałem jeszcze złudną nadzieję na znalezienie innej, alternatywnej drogi dotarcia do szlaku na grzędzie.

Weszliśmy w teren łatwy technicznie, ale za to kruchy… oj bardzo kruchy. Musieliśmy mocno uważać, aby nawzajem się kamieniami nie poczęstować. Na szczęście ostrożności nie zabrakło. Po pewnym czasie robiło się coraz bardziej stromo, a kruszyzna nadal dawała się we znaki. Zatem zaczęliśmy się poważnie nastawiać na odwrót. Znajdowaliśmy się już w górnej części Kotła pod Rysami. Nie wiem jaka to była wysokość – chyba około 2250 m n.p.m., a może trochę wyżej. W każdym bądź razie przez moment zagościło lekkie przejaśnienie, które wyjaśniło sytuację – zobaczyliśmy grań między Rysami a Niżnimi Rysami, w tym widoczny był południowy wierzchołek Niżnich Rysów (ok. 2405 m n.p.m.). Przełęcz pod Rysami (2365 m n.p.m.) wydawała się być na wyciągnięcie ręki. Przez moment pomyślałem o możliwości dotarcia na Rysy przez grań. Jednak szybko się z tego wycofałem. W tym momencie pozbawiłem się wszelkich złudzeń co do łatwej możliwości powrotu na szlak bez zejścia na dół. Widoczne końcowe podejście na Przełęcz pod Rysami sprawiało wrażenie stromego i kruchego. Poza tym nie wiedzieliśmy jakie trudności „czyhają” na grani między wspomnianą przełęczą a Rysami, ale za to pewne jest to, że ekspozycji tam nie brakuje. Stąd też nie podjęliśmy się tego wyzwania, gdyż sprzętowo (brak asekuracji i kasku), a także mentalnie nie byliśmy przygotowani na taternickie zdobywanie najwyższego szczytu Polski. Sam pomysł przejścia takiej trasy może być ciekawy, jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Grań między Rysami a Niżnimi Rysami jest udostępniona do uprawiania taternictwa, więc na poznawanie fragmentu bocznej grani Rysów chciałbym się kiedyś w przyszłości wybrać, przy czym nie będzie to spontaniczne nieplanowane przejście bez przygotowania. 🙂

Zatem pogodziliśmy się z myślą, że 31 lipca 2012 nie staniemy na Rysach. Michałowi pogodzenie się z tą myślą przyszło trochę trudniej, bo jak wiadomo – wizja pierwszego wejścia na  Rysy „przyciąga”. Rozpoczęliśmy zejście z początku w nadal „mrocznej”, pochmurnej scenerii. Schodzenie po kruchym terenie wymagało wysokiej koncentracji. Na szczęście poszło bez większych problemów. W dodatku wreszcie pojawiły się wyraźne oznaki nadchodzącego wieczornego rozpogodzenia. Chmury podniosły się wyżej, odsłaniając nam atrakcyjny widok na Bulę pod Rysami, Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko. Zwłaszcza widok Buli pod Rysami ucieszył, bo to oznaczało pozbycie się trudności orientacyjnych. Po krótkim odpoczynku schodziliśmy cały czas w kierunku widocznej Buli pod Rysami, aż w końcu znaleźliśmy się w tym miejscu, gdzie nastąpiło zejście ze szlaku. Zatem co istotne, udało się bezpiecznie wrócić na trasę.

Kocioł pod Rysami - krajobraz podczas powrotu do szlaku turystycznego, w tle widoczne ściany Żabiego Konia, Żabiej Turni Mięguszowieckiej, a także Wołowego Grzbietu - lipiec 2012
Kocioł pod Rysami – krajobraz podczas powrotu do szlaku turystycznego, w tle widoczne ściany Żabiego Konia, Żabiej Turni Mięguszowieckiej, a także Wołowego Grzbietu – lipiec 2012

W sumie poznawanie górnej części Kotła pod Rysami zajęło nam około 2 godzin. Była już późna pora (po godz. 18). Przy czym, gdyby wszystko poszło zgodnie ze wcześniejszym planem, w tym miejscu bylibyśmy jeszcze później. Zapas czasu wykorzystaliśmy na podziwianie wieczornych krajobrazów. Najpierw dłuższy pobyt na Buli pod Rysami, później długi odpoczynek nad Czarnym Stawem pod Rysami. Wieczorne krajobrazy nas nie zawiodły, tym bardziej, że trafiły się ciekawe odbicia lustrzane oraz kontrasty światła i cienia. Zaś następnego dnia ranek zapewnił jeszcze bardziej efektowne odbicia na Morskim Oku. Piękne krajobrazy osłodziły brak spotkania z Rysami, poza tym podczas drugiego dnia wyprawy poznaliśmy jeden z ciekawszych szlaków turystycznych -> wejście na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m n.p.m.).

Podsumowując, nie traktuje tej wyprawy jako porażki, a nawet mile ją wspominam. 🙂 Niewątpliwie była to ciekawa, spontaniczna przygoda. Okazała się również pouczająca. Poza tym przyczyniła się do poprawy mojej znajomości topografii rejonu Kotła pod Rysami.

Michał Skwarczek w Kotle pod Rysami - lipiec 2012
Michał Skwarczek w Kotle pod Rysami – lipiec 2012
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s